Pierwsze kroki na Kubie.

Na Kubę, a dokładnie do Hawany polecieliśmy z meksykańskiego Cancun na sześć dni. Bilety kupiliśmy na jeden dzień przed wylotem. Koszt w dwie strony ok 500 zł. Linie lotnicze jakimi lecieliśmy to narodowy meksykański przewoźnik AeroMexico. Piwo i orzeszki gratis, bagaż do 20 kg również w cenie.

Obywatele Polski potrzebują wizę (zwana Kartą Turysty), którą wyrobiliśmy jeszcze w Polsce. Koszt to 140 zł. przez pośrednika. Wysyła się skan paszportu i wiza przychodzi kurierem do domu. Proste i szybkie, ale okazało się, że na lotnisku w Cancun bez problemu, łatwo i szybko można taką kartę również wyrobić.

Po locie trwającym około 50 minut wylądowaliśmy w intrygującej Hawanie. Jeszcze przed wylotem należy wypełnić deklarację celną. Wpisuje się tam swoje dane, nr lotu, ile gotówki mamy ze sobą, jest pytanie czy przewozimy coś niebezpiecznego, jakie urządzenia elektroniczne wwozimy itp.


Naszym problemem był dron, którego miał Patryk. Na Kubę zabronione jest przywożenie tego typu urządzeń. A samo latanie jest karane. W mediach są opisywane przypadki kary więzienia (za szpiegostwo) dla turystów za latanie dronem. Z tego co wiadomo nam było, to drony są odbierane na lotnisku w depozyt i oddawane przy wylocie. Jeszcze w Cancun na lotnisku szukaliśmy przechowalni, ale okazało się że nie ma. Na lotnisku w Hawanie, po podejściu do kontroli paszportowej poproszono tylko o dokumenty. O nic się nie pytano. Czy mamy ubezpieczenie, nocleg (nie mieliśmy), odpowiednią ilość gotówki na czas pobytu – są to rzeczy wymagane, ale bardzo rzadko sprawdzane. Drona nie zabrali – pewnie nawet o nim nie wiedzieli. Podczas naszego pobytu, ani razu nie był używany, ani nawet wyciągany z plecaka. Dodam, że wylatując już z Kuby z powrotem do Meksyku, zapomniałem schować mój szwajcarski scyzoryk do bagażu rejestrowanego. Miałem go w podręcznym i bez problemu, wniosłem do samolotu. Osoba która obsługiwała taśmę i skaner bagażowy nie bardzo była zainteresowana co widać na ekranach monitora. Latynosi maja chyba luzackie podejście do wszystkiego…

Kolejka czekająca do kontroli na lotnisku w Hawanie.

Po zabraniu naszych plecaków poszliśmy szukać kantoru, aby wymienić pieniądze. Na Kubie są dwie waluty:

  • CUC (peso convertible, peso wymienialne). Jest to waluta dla turystów.
  • CUP (peso cubano, peso kubańskie). Jest to waluta dla Kubańczyków.
Na środkowej monecie widnieje napis: partia o mueretmuerte co oznacza ojczyzna albo śmierć.

Pierwszą walutą turysta powinen wszędzie płacić, ale kubańskie peso również warto mieć. Można nim płacić na ulicy, na targu, w sklepach dla lokalsów, ogólnie w punktach z dala od miejsc typowo turystycznych. Trzeba tylko uważać płacąc w CUC aby nie otrzymać reszty w CUP, ponieważ różnica w kursie jest spora.

Po wyjściu z lotniska wzięliśmy taxi do centrum Hawany. Wybór padł na stary, amerykański krążownik. Taksówka z lat pięćdziesiątych, w środku czuć ropą, kubańska muzyka.

Od razu nasze zmysły zostały zbombardowane ekscytującymi bodźcami. Prawdziwe zderzenie z innym światem, z jedyną w swoim rodzajem kulturą. Jadąc ponad 30 minut do centrum nie mogliśmy ogarnąć tego co się dzieje za oknem. Na drodze królowały stare, kolorowe, wspaniale zachowane amerykańskie krążowniki i również mające już swoje lata samochody z europejskich, byłych państw bloku wschodniego: polskie fiaty, rosyjskie Uazy, Lady, Wołgi.

Na ulicach zero nenonów, żadnych sklepów, brak sieciówek, fast food’ów. W zamian stare budynki, niektóre wyglądające jakby się miały zaraz zawalić, piękne architektoniczne perełki, murale z Fidelem Castro, rzadziej z Che Guevarą oraz masa uśmiechniętych, kolorowo ubranych Kubańczyków. Takie widoki tylko na Kubie!

Po wyjściu z taxi zaczęliśmy szukać noclegu. Na Kubie praktycznie nie ma Hosteli, baza hotelowa jest słaba. Jest znikoma ilość hoteli tanich, ale nie brakuje bardzo drogich. Świetnie sprawdza się Casa Particular – są to pokoje, kwatery prywatne, domy, mieszkania wynajmowane turystom przez Kubańczyków. Nie jest problemem taki nocleg znaleźć. Przy wejściu do domu, kamienicy, nad drzwiami powinna wisieć plakietka z niebieską kotwicą, obróconą do góry nogami. Są to oficjalne noclegi, ponieważ każdy Kubańczyk musi zanotować fakt goszczenia turysty, spisać dane z paszportu i odprowadzić podatek. Taka forma noclegu jest najtańsza, powala poznać miejscową społeczność i zobaczyć jak ludzie mieszkają. Casa Particular to główny dochód dla Kubańczyków z turystyki.

Widoczna plakietka z niebieską kotwicą.


Znalezienie takiego noclegu było bardzo łatwe. Zamieszkaliśmy w wielkiej kamienicy u kubańskiej rodziny. Wynajęliśmy pokój i dostaliśmy klucze do całego mieszkania. Na początku dziwne uczucie. Łazienka wspólna, żeby dojść do pokoju trzeba przejść przez całe mieszkanie pełne domowników. Taka forma jest najlepsza! Ludzie przemili, skromni, wiecznie uśmiechnięci i uczynni. Są skorzy do rozmowy, opowiadają o szczerze swoim życiu i sytuacji na Kubie. Podczas całego pobytu korzystaliśmy tylko z takiej formy noclegu.

Tak mieszkają Kubańczycy.
Widok na Hawanę z naszego pierwszego pokoju.

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *